Mój ostatni wyrób kotletowy (link) przypomniał mi jak ja lubię robić i jeść (to zdecydowanie bardziej) kotlety wegańskie. Robić je można ze wszystkiego, kotlet szybko przeistacza się w burgera kiedy włożymy go w ciepłą bułę i podamy z warzywami i sosem. Z resztą kotlety często robię 'hurtowo' i na dwa dni albo więcej (w wersji baaaaaaaardzo optymistycznej) starczą i tym samym często raz są kotletami, raz burgerami a nawet występują w roli 'pasty do chleba' po lekkim rozgnieceniu. Full recycling mode, przy tych kotletach recycling jest pełną parą bo wykorzystałam do nich wióry marchewkowe po soku z wyciskarki.
KOTLETY MARCHEWKOWE:
Skład:
3 szklanki startych marchewek na drobnych oczkach
pół szklanki mąki razowej
pół szklanki bułki tatrej
pół szklanki słonecznika
łyżeczka kuminu
szczypta (albo więcej :)) ostrej papryki
szczypta kurkumy dla koloru i jej właściwości antyrakowych
sól
pieprz
olej do smażenia
Wszystkie składniki mieszamy dokładnie, doprawiamy. Uwaga, mąki i bułki można w miarę potrzeby dodawać, moje wióry były dość suche więc ta ilość starczyła aby kotlety się lepiły.
Masę formować w małe kotlety (bardzo dobrze się lepi) i smażyć na rozgrzanym oleju o tak:
A na talerzu wieczorową porą (i też jakość zdjęcia jakbym zrobiła zdjęcie kotletem ;]) a towarzystwie kapusty kiszonej i mojej niedawnej obsesji, musztardy kremskiej firmy Develey. Serio, jak kiedyś każda musztarda była dla mnie za ostra tak tę jem (dosłownie) łyżkami :)
Po obejrzeniu jednego z filmów dokumentalnych o zdrowiu,
zdrowym odżywianiu i przemyśle żywieniowym, który zrobiły na mnie duże wrażenie
a dokładniej „Forks over knives":
zapragnęłam przeczytać książkę Dr T. Collina Campbella „The
China Study”( polski przekład zatytułowano: „Nowoczesne zasady odżywiania”),
książkę która opisuje i interpretuje wynikibodajże największego jak nie jednego z największych badań dotyczących
odżywiania i jego wpływu na choroby człowieka.
Badanie trwało ponad 20 lat a
wszystko zaczęło się od tego, iż w latach 70tych XX w. premierowi Chin
zdiagnozowano raka, na którego z resztą po pewnym czasie zmarł. Jednakże
postanowił wykorzystać sytuację i ogłosił narodową akcję badań nad rakiem.
Zebrano jedne z najbardziej kompletnych informacji dotyczących występowania
poszczególnych rodzajów raka w różnych regionach Chin. Badaniem tym
zainteresował się w latach 80tych dr Campbell, który rozpoczął współpracę aby
wyjaśnić znaczące różnice między rejonami gdzie rak występował na poziomie
‘zachodnim’ a rejonami gdzie zapadalność na raka była wyjątkowo mała. Zespół
badawczy wybrał się w owe regiony aby zebrać bardziej szczegółowe informacje na
temat diety, historii rodzinnej i innych informacji potrzebnych do wyjaśnienia
tych różnic.
Książka nie koncentruje się jednak na tym jednym badaniu, dr
Campbell przywołuje kilkadziesiąt (!!!) innych badań naukowych, wyjaśnia
metodologię naukową i podaje niezliczoną ilość przykładów.
Wniosek z całej książki jest jeden (w dużym uproszczeniu):
najzdrowszą dietą dla
człowieka jest dieta bazująca na NIEPRZETWORZONYCH PRODUKTACH ROŚLINNYCH.
Książkę czyta się bardzo dobrze mimo tego, że jest pełna
opisów badać naukowych, być może dlatego, że dr Campbell zaprosił do jej
współtworzenia swojego syna, który, jak pisze we wstępie „ma lekkie” pióro.
Gdybym miała dużo zbędnej gotówki kupiłabym po egzemplarzu dla mojej rodziny i
znajomych, głównie dlatego, iż autorzy nie każą sobie wierzyć na słowo, nie
przekonują do swoich racji tylko za pomocą badań naukowych udowadniają i
pokazują jak wielki wpływ na nasze zdrowie ma odżywianie. Oprócz tego już wiem,
że dzięki „Nowoczesnym zasadom odżywiania” mam szereg argumentów na kolejną zasadzkę
typu: „a dlaczego nie jesz mięsa, dlaczego nie pijesz mleka przecież to zdrowe,
były badania” itp. itd.
Polecam wam gorąco tę książkę. Można ją kupić w Empiku, mniejszych księgarniach. Ja akurat najtaniej znalazłam nową kopię na allegro.
W sobotę zaczął się Tydzień Weganizmu. Przegapiłam niestety parę fajnych wydarzeń w Warszawie przez całoweekendowe skręcanie mebli z Ikei ;] Ale trwa do 20 kwietnie więc może uda mi się na coś pójść choć godziny są dla mnie średnie :/ Ale może Wam się przyda,polecam!!! http://www.wegetydzien.pl/
Dawno nie robiłam kotletów, oj dawno. Wykorzystałam dziś chwilkę między zajęciami, zakupiłam pieczarki bo akurat miałam ochotę i zabrałam się do roboty. Przepis powstawał w trakcie i muszę powiedzieć, że się nie raz jeszcze pojawi na moim stole :)
KOTLETY Z CIECIERZYCY, PIECZAREK I KAPUSTY KISZONEJ
Skład:
250g pieczarek
szklanka ugotowanej ciecierzycy bądź jedna puszka (u mnie pucha)
szklanka kapusty kiszonej
4-5 łyżek mąki razowej
3-4 łyżki bułki tartej
sól
pieprz
olej
Najpierw drobno kroimy i dość mocno przysmażamy pieczarki. W międzyczasie ciecierzycę i kapustę kiszoną traktujemy blenderem, ale tak by nie powstała gładka masa, chodzi bardziej o rozdrobnienie niż zmiksowanie. Gotowe pieczarki dodajemy do masy ciecierzycowo-kapuścianej mieszamy z mąką i bułką, doprawiamy solą i pieprzem. Formujemy małe kotlety (masa jest dość wilgotna przez kapustę, ale w miarę potrzeby można dosypać ciut mąki lub bułki) i smażymy na rozgrzanej patelni. Kotlety niestety chłoną dosyć tłuszcz, więc następnym razem spróbuję upiec je w piekarniku, dam znać co i jak :)
A tu podane z kaszą gryczaną,sosem pomidorowym z ostrymi przyprawami prosto z Etiopii (mówiłam już jak ja kocham przyprawy? :)) i sałatką z sałaty lodowej, roszponki i słonecznika:
A tutaj takie gołe i smutne ale lepiej widać ;)
A na koniec bonus, jem (ten sam) obiad z TŻtem, wskaż 5 różnic ;))
Da się zrobić udaną imprezę wegańską, która usatysfakcjonuje niewegan? TAK! :)
Z tygodniowym opóźnieniem w ten weekend świętowałam ze znajomymi (w sumie 20stka się zebrała :)) moje urodzinki. Była to pierwsza impreza, którą wyprawiałam po przejściu na weganizm, więc też była też niezłym sprawdzianem dla gości. Oczywiście na stole znalazły się chipsy, paluszki, typowe jedzenie imprezowe w wersji vegan. Zrobiłam też parę rzeczy, które są szybkie, proste i mniemam, że smaczne bo wszystko zniknęło do końca imprezy :) Oto stół imprezowy:
Typowo: chleb, paluszki,korniszony, chipsy, warzywa do dipów. W roli dipów wystąpił majonez fasolowy (link) z ziołami (chili, czerwona czubryca, kurkuma dla koloru) oraz domowej roboty chutney z mango, zielonych pomidorów i jabłek autorstwa mojej przyjaciółki. Oprócz tego przygotowałam sałatkę ryżową z warzywami:
Skład prosty: 1,5 szklanki ryżu, 2 puszki czerwonej fasoli, puszka kukurydzy i groszku, mały słoik korniszonów. Na sos poszedł znów majonez fasolowy, ketchup, chili, przyprawa meksykańska do taco (gotowiec, a co ;)), szczypta cynamonu. A moim odkryciem są te zawijasy z ciastka francuskiego:
Na jeden płat wylałam masę ze zmiksowanego szpinaku z tofu i czosnkiem, drugą wersję zrobiłam prostszą (i też łatwiej się robiło) polałam po prostu oliwą, posypałam ostrą papryką, bazylią, oregano, morską solą i pieprzem. O tak:
Wystarczy zawinąć krótsze brzegi a potem wzdłuż dłuższego krańca zwinąć ciasto w roladę. Potem kroimy na mniej więcej 1,5 cm plastry, które odwracamy i układamy na papierze do pieczenia. Piekłam w 180 stopniach mniej więcej 20 minut (trzeba pilnować aż zbrązowieją). Na sam koniec oczywiście tort, a tak naprawdę ciasto marchewkowe z tego przepisu (klik) ozdobione polewą z gorzkiej czekolady i płatkami migdałowymi:
Wnętrza ciasta niestety nie zdążyłam cyknąć ;) Szczerze, trochę się bałam jak zareagują goście na wiadomość, że wszystko jest wegańskie ale o dziwo jeszcze chętniej próbowali, szczególnie sałatka przypadła do gustu. Prezenty też dostałam genialne, m.in. kiełkownicę (oj będziemy kiełkować, będziemy!) i 'zestaw młodego weganina" kosz wegańskich produktów - to mi chyba sprawiło największą frajdę :D Życzę wam udanych wegańskich imprez!!!
Oto kolejna alternatywa dla owsianki, pulpa jaglano - owsiana. Przygotowanie jej zajmuje trochę więcej czasu, więc robię ją w dni kiedy mam więcej czasu rano albo (i to rozwiązanie polecam) wieczorem a rano przed wyjściem tylko podgrzewam. Taką owsiankę jaglaną mój rodziciel podaje często w swoim gospodarstwie agroturystycznym (link).
opcjonalnie do posłodzenia cukier, u mnie stewia i melasa
Kaszę jaglaną płuczemy, wkładamy do garnka z pozostałymi składnikami oprócz owoców. Zalewamy 2-3 szklankami wody (można tę ilość zwiększyć jeśli lubicie rzadszą konsystencję). Banana drobno kroimy, jabłko ścieramy na tarce o grubych oczkach. Kaszę z płatkami i bakaliami doprowadzamy do wrzenia, dodajemy owoce, karob i przyprawy, wyłączamy ogień. Jeśli mamy dobry garnek o grubym dnie możemy to po prostu zostawić aż do wchłonięcia wody, kolejnym sposobem jest owinięcie garnka w ręcznik lub dwa. Rano wystarczy podgrzać, dolewając ciut wody lub mleka roślinnego.
Jak w końcu przyjdzie wiosna polecam dodawać świeże owoce tuż przed podaniem :)