Do tego
wpisu przymierzałam się już od jakiegoś czasu. Nie jest to żaden przepis a
bardziej osobiste przemyślenia, więc zastanawiałam się czy go tutaj wrzucać.
Ale w sumie blog też powstał jako mój sposób na wygadanie się w ten czy inny
sposób szczególnie jeśli chodzi o mój weganizm.
Przez
ostatni czas przechodzę przez kryzys związany z moim wyborem życiowym jakim
jest weganizm. I nie chodzi o to czy chcę powrócić do wegetarianizmu bo nie mam
absolutnie takiego zamiaru. Jestem po prostu zmęczona psychicznie i fizycznie
tą naszą polską złośliwością, uszczypliwością, zaczyna mnie to czasem
doprowadzać do łez..
Przestaję
już odpowiadać na pytania o mój weganizm bo prawie zawsze znajdują się osoby,
które czują jakąś nie do pojęcia przeze mnie potrzebę wytknięcia mi, że to i to
może być niewegańskie. Jakby na samo słowo weganizm zapalała się w nich lampka
czystej złośliwości: „ooo, weganka myśli, że jest od nas lepsza. Tak? To jej
pokażemy…”. Współtowarzysze weganie, znacie to prawda? Tę częstą reakcję
mięsożerców na samo słowo ‘wegetarianin’ czy ‘weganin’, jakby samo nasze
istnienie osądzało ich wybory jedzeniowe/ życiowe? I na poczucie zagrożenia
reagują atakiem. A ja tylko tłumaczę im (tylko i wyłącznie kiedy ktoś zapyta i
jest naprawdę zainteresowany) przyczyny MOJEGO OSOBISTEGO wyboru, nie nakłaniam
nikogo do weganizmu, nie mówię że wybory innych są złe. Jeśli mam zachęcać do
porzucenia mięsa i nabiału to tylko przykładem, że można, że da się.
Gdyby ktoś,
np. postanowił zostać Buddystą, może parę osób by tego nie zrozumiało, ale
pewnie wysłuchaliby spokojnie przyczyn takiej decyzji (no może oprócz bardzo
gorliwej katoliczki, dajmy na to cioci Krysi). Natomiast wzmianka o byciu wege
zawsze znajdzie parę osób, gorąco starających się udowodnić błąd Twojego
wyboru. Czasem aż dziw bierze, że raczej większość przyjmuje spokojnie do
wiadomości, że ktoś czegoś nie je bo ma alergię, ale kiedy jest to już wybór
tej osoby tolerancja nagle się kończy. Staram się jakoś to zrozumieć ale ciężko
mi idzie, może Wy mi wytłumaczycie.
Ok.,
weganizm to też ideologia ale to właśnie ideologia pokoju, życia, miłości. Ale
to właśnie nam weganom i wegetarianom przypisuje się łatkę walczących. Dlaczego
nikt nie mówi o walczących i wojujących mięsożercach bo to oni wojują, to oni
potrafią zastraszać, pomniejszać, wykpiwać. Ok, nie generalizuję bo są walczący
weganie, są mięsożercy którzy ze spokojem przyjmują moje tłumaczenie, ale są to
wyjątki spotkane na mojej drodze..
I przez ten
kryzys też mnie tutaj nie było, ale zwalczam i powoli dochodzę do siebie tak
aby znów pojawiały się tutaj przepisy i inne mniej kryzysowe wpisy :)