środa, 18 kwietnia 2012

Zniżka 5$ na iHerb

Nie wiem czy znacie sklep internetowy iHerb? Jest to sklep z naturalnymi kosmetykami, suplementami a także produktami spożywczymi. Bardzo często mają różne obniżki, ale i tak ceny + wysyłka są bardzo interesujące. Ostatnio przyszła do mnie paczka z US (jest to sklep amerykański), w której znalazłam m.in ekologiczny szampon i odżywkę, razem było 5 sztuk za które razem z przesyłką zapłaciłam $13,4 (42zł!!). Warto! 
Dodatkowo przy zamawianiu jak podacie kod ZUZ409 dostaniecie 5 dolarów obniżki na pierwsze zamówienie!

p.s. żeby nie było, nie mam żadnego związku z tym sklepem, po prostu chciałam się z wami podzielić moim odkryciem :)

DOUM

Pod tym tajemniczym tytułem kryje się nazwa najbardziej egzotycznej 'jedzeniowo - przyprawowej' rzeczy jaką przywiozłam z Egiptu. Wśród milionów rodzajów curry, gałki, szafranu, mięty i setek przypraw na suku w Asuanie moją uwagę przyciągnął tajemniczy proszek o nazwie doum. Sprzedawca zapytany co to właściwie jest jedyne co powiedział to to, że z owego proszku robi się herbatę. No to Zuzanna wielce zaciekawiona do koszyka wrzuciła też proszek w takim oto opakowaniu:


Jak z resztą każda przyprawa w Egipcie ma też swoje właściwości zdrowotne ( i oczywiście większość tam to 'naturalna Viagra' - reklama dźwignią handlu ;)).

Tłumaczenie:
- lekki napój do obniżenia temperatury ciała
- regulacja wysokiego lub niskiego ciśnienia krwi (z resztą ta sama informacja była na hibiskusie)
- pełne naturalnych minerałów i witamin
- regulacja trawienia
- uspokaja wrażliwe jelito

Cóż to w zasadzie jest ten doum?
Na targach doum był dostępny w 3 postaciach: suszonego owocu wielkości śliwki, pokruszonego owocu i w końcu proszku.


Ciężko jest znaleźć dużo informacji w internecie ale w końcu jest wujaszek Google :)
Otóż doum to są daktylopodobne owoce palmy pod taką samą nazwą (dla miłośników botaniki nazwa łacińska to Hyphaene thebaica). Jak się okazuje palma ta była święta w czasach faraonów i można było znaleźć jej owoce w wielu grobowcach w tym w grobowcu Tutenchamona (miały 3 tysiące lat!). Dla niedowiarków z gazety (po angielsku): http://www.abc.net.au/news/2007-09-25/fruit-hamper-found-in-king-tuts-tomb/679688

No dobrze, jak wiemy co to jest to teraz z czym to się je? Według informacji na Wikipedii proszek z suszonych owoców używany jest do wyrobu melasy, ciast i słodyczy. Więcej wskazówek nie znalazłam. Proszek pachnie wyjątkowo ciekawie, ja czuję dojrzałe jabłko czy też śliwkę. 



Stwierdziłam, iż spróbuję za pierwszym razem pójść za radą Pana sklepikarza i przygotować z tego napar. Zaparzyłam łyżeczkę proszku w dużej ilości gorącej wody. Muszę wam powiedzieć, że pierwsze skojarzenie jeśli chodzi o zapach to mocno rozwodniony rosół (hmm,trochę daleko od jabłek i śliwek) ;] Ale po tym jak przestygło ten aromat lekko się ulotnił (ale pozostał), smak za to jest bardzo delikatny i ciut słodkawy. Następnym razem pójdę za instrukcją z opakowania gdzie sugerują aby moczyć doum przez 4godziny a potem wstawić do lodówki. 
Intryguje mnie użycie doum do słodkości :-) Spróbuję poszukać jakichś przepisów (będzie to na pewno baaardzo łatwe :]). 

Jeśli wam się obiło kiedykolwiek coś o doum piszcie! 



A tu jeszcze jakbyście byli ciekawi długi artykuł (ang) o zdrowotnych właściwościach doum:



Smacznego!

środa, 11 kwietnia 2012

Powrót i info o rozdaniu u siempre la belleza

suk w Asuanie

 Powróciłam do świata żywych!! Przypraw aż tak wiele nie przywiozłam, ale za to mam jedną dość egzotyczną rzecz, którą niebawem Wam przedstawię :) 

Na razie ogarniam się po przyjeździe a i po drodze wypadły Święta, na które zrobiłam szarlotkę sypaną z przepisu tutaj: http://nipaquifood.blogspot.com/2011/10/sypana-weganska-szarlotka.html . No i zdecydowanie trzeba dodać wilgoci (soczyste jabłka i/ lub trochę soku jabłkowego). Polecam!

A tymczasem polecam rozdanie na blogu Siempre la belleza. Można wygrać kosmetyki Alverde, na które czaję się już jakiś czas :)

http://siempre-la-belleza.blogspot.com/2012/04/wiosenne-rozdanie-ekologiczne.html

czwartek, 15 marca 2012

Wakacje! :)

EGYPT, HERE I COME!

Wybywam na dwa tygodnie do Egiptu! I żeby nie było, że tylko się byczę na plaży: pierwszy tydzień będę się 'rejsować' po Nilu i obkupywać na egipskich sukach w przyprawy. 
Po powrocie będzie bardzo aromatycznie! :)

Photo: From the UNESCO Courier, Dec. 1964.
[http://www.dignubia.org/maps/timeline/ce-1961.htm ]



piątek, 2 marca 2012

Nie jedzeniowo ale naturalnie

Tak jak wspominałam w poprzednim poście, lubię zdrowo i naturalnie zjeść ale też lubię zdrowo i naturalnie dbać o ciało. Jak ktoś jest zainteresowany to EKOcentryczka rozdaje różne eko kosmetyki :)


http://ekocentryczka.blogspot.com/2012/02/rozdanie.html

Polecam!

Dulce de leche /NIEWEGAŃSKIE/

Jako że obiecałam - wracam! :) I mam nadzieję z coraz większym natężeniem postowym. Choć ostatnio oddaję się mojemu nowemu/staremu hobby, czyli szukaniu inspiracji urodowo-kosmetycznych na blogach wszelakich, jedzenie nadal jest wysoko na liście priorytetów. Tak jak szukam naturalnych sposobów pielęgnacji, tak zawsze szukam zdrowej wersji tego co chcę ugotować..
Zdrowie, hmm, no właśnie. Dzisiejszy temat jest bombą kaloryczną, ale za to jak obłędnie dobrą!
Dulce de leche, bo o nim właśnie mowa to latynoamerykański słodycz/ dodatek/ krem, którego nazwę można przetłumaczyć jako 'słodycz z mleka" - i to jaka słodycz, mmmm! 
Co z nim można zrobić? A czego nie można? ;-) Tutaj pole do popisu ma wasza wyobraźnia: może służyć jako dodatek do deserów, do naleśników, kawy albo, ten sposób ja preferuję,wyjadać ze słoika łyżeczką. Przepis jest banalny, lecz niestety zajmuje trochę czasu. Ale do rzeczy:


DULCE DE LECHE

Składniki:

litr pełnotłustego mleka 
(ważne! nie bawcie się w żadne 0,5% 2% - im więcej procentów tym lepiej!) 
1,5 filiżanki cukru
laska wanilii 
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej


Bierzemy garnek o grubym dnie, wsypujemy cukier. Następnie laskę wanilii przekrajamy na pół i tępą stroną noża wybieramy te cudownie aromatyczne ziarenka. Ziarenka wraz z resztą laski dodajemy do cukru. Warto trochę przemieszać aby ziarenka w miarę równo się wymieszały z cukrem. Dodajemy mleko i znów 'przejeżdżamy' trzepaczką aby wszystko się połączyło. Stawiamy garnek na średnim ogniu i często mieszamy aż cukier się rozpuści. Kiedy już to nastąpi dodajemy sodę oczyszczoną. Kiedy nasza mikstura zaczyna powoli bulgotać zmniejszamy ogień na najmniejszy możliwy.
Po mniej więcej godzinie, kiedy już nasze dulce de leche zacznie nabierać brązowawego koloru wyjmujemy laskę wanilii.  Dalej gotujemy przez 1,5-2 godziny, mieszając od czasu do czasu.
Uwaga - w trakcie redukcji płynu na brzegach garnka pozostaną nam grudki mleka, cukru i wanilii, zostawmy je tam i NIE dodajemy znów do gotującego się syropu.
Kiedy już będzie gotowe nasze dulce de leche będzie miało konsystencję gęstego syropu i nabierze złotego koloru. Mniej więcej takiego:


Dobrą metodą sprawdzenia czy dulce jest gotowe jest metoda znana każdemu twórcy dżemów wszelakich, czyli wsadzamy na kilka - kilkanaście minut spodek do zamrażarki. Wyjmujemy i na zmrożony talerzyk dajemy kapkę dulce. Wsadzamy na moment do zamrażarki aby dulce było zimne.Kiedy wyjmiemy będziemy mieli zapowiedź 'ostatecznej' konsystencji syropu. 
I tutaj znów, możemy ją zmienić wg. gustu, albo jeszcze zostawić trochę na ogniu, aby uzyskać gęsty, ciężki syrop, bądź zdjąć dulce z ognia. 
Gotowy syrop przelewamy przez sitko aby pozbyć się grudek czy pozostałości po lasce wanilii do miski, wstawiamy do lodówki. Po ochłodzeniu przelewamy do wybranego pojemnika,może być to na przykład słoik. 
Dulce przechowywać w lodówce.

Wybaczcie świąteczne zdjęcie, ale robiłam m.in. właśnie dulce na prezent pod choinkę :)







Qué aprovechen! czyli smacznego!

  

czwartek, 1 marca 2012

I'll be back!

..jak to powiada Arnie :) 
Ostatnio się przeprowadziłam z lubym, mam więcej zajęć (prowadzę je ja :)).. No ale palec i główka..
Wrócę, obiecuję! Nawet mam parę zaległych postów.

Over and out!

:)